wtorek, 28 listopada 2017

codzienność

Szczęście można znaleźć w codzienności...
Stałam dzisiaj rano przy oknie. Przytulona do kaloryfera, żeby trochę się ogrzać. Oglądałam, jak sobie idą moje dwa krasnale - jeden do szkoły, drugi do przedszkola. I tak sobie myślałam, że strasznie ich kocham. Zarówno Starszego jak i Młodszego. I mojego najlepszego męża na świecie też. I obserwując moją trójkę kochanych facetów czułam się po prostu szczęśliwa. Uśmiechałam się patrząc na nich, póki nie zniknęli mi z oczu, a potem wzięłam się do codziennych obowiązków. Szczęśliwa codziennym szczęściem.

poniedziałek, 30 października 2017

bo inni

Zastanawiam się czasem, czy moje życie wyglądałoby tak samo, czy zupełnie inaczej, gdybym zupełnie się nie przejmowała tym, co pomyślą o mnie inni.

Myślę, że dużo rzeczy robię dlatego, że tego oczekuje ode mnie otoczenie.
Myślę, że nawet jeśli nikt ode mnie niczego nie oczekuje, to mi się wydaje, że oczekuje i i tak się dopasowuję.
A czy skoro się dopasowuję do oczekiwań, to żyję tak jak bym chciała, czy tak jak chcą inni?
I czy moje zachowanie zmusza też innych, by zachowywali się nie po swojemu, ale próbują sprostać moim oczekiwaniom?

Jak to zrobić, żeby żyć po swojemu, nie przejmując się tym, co inni pomyślą?
Jak to zrobić, żeby innych nie dominować swoimi oczekiwaniami?


wtorek, 24 października 2017

nie lubię minimalizmu

Nie lubię minimalizmu...

Nie lubię tej wersji, która każe wyrzucić wszystko, co kupiliśmy, dostaliśmy, stworzyliśmy wokół siebie. A potem kupić lepsze - bardziej minimalistyczne. A jak już się znudzi, to zastąpić kolejną wersją.

Czytam o tym, że ktoś przez rok nie kupował ubrań, a po tym czasie musiał wymienić całą garderobę, tak była zużyta, niemodna, znudzona. Wolę kupić przez ten rok to, co naprawdę mi się zniszczyło, a w tym czasie cały czas cieszyć się sukienką, która ma ponad 15 lat i na wielu imprezach mi towarzyszyła.

Nie lubię dziwnych minimalistycznych wyzwań. Kiedy coś potrzebuję - kupuję. Jeśli nie potrzebuję - nie kupuję. Jeśli czegoś się pozbywam, a komuś może się przydać - szukam nowego domu. Nie wyrzucam do śmieci.

Mieszkałam przez parę dni ostatnio w takim naprawdę mocno minimalistycznym mieszkaniu. Podobało mi się i pomogło uświadomić, jak daleka minimalistyczna droga jeszcze przede mną. Jak to zrobić, żeby przejść ją mądrze?

piątek, 8 września 2017

trudne wybory

W życiu trzeba podejmować mnóstwo różnych decyzji, nawet jeśli jest się tak bardzo niezdecydowaną osobą jak ja. Niekiedy wybory są proste, łatwe i przyjemne. Czasem wymagają godzinnych przemyśleń i odwagi.

Decyzja, że podoba mi się miminalizm i chcę wprowadzać go w moje życie była bardzo prosta. Gorzej z realizacją, ale to dlatego, że upraszczanie życia jest procesem a nie efektem decyzji. Ten proces u mnie wciąż trwa i pewnie będzie trwał do końca życia.

Decyzja, że zakładam bloga o statystyce też była prosta. Chciałam. Dzieki pomocy męża udało się wszystko zorganizować i blog jest. Ostatnio cierpi na brak nowych treści, ale stare artykuły wciąż mają swoich czytelników, a ja jestem z tego dziecka prawie tak samo dumna, jak z moich dwóch synków.

Decyzja, że nie wracam na etat była trudna. Po otrzymaniu oferty trzy dni rozważałam wszystkie za i przeciw. I bardzo niepewnie zadecydowałam, że chwilowo zostaję w domu i rozwijam swoje zainteresowania. Będę się uczyć programować. Ciekawe, gdzie mnie to zaprowadzi... Trzymajcie za mnie kciuki, żebym nie żałowała.

czwartek, 20 lipca 2017

lubię czytać

Lubię czytać. Bardzo. Zawsze lubiłam. Książki wręcz "połykałam" - nawet po kilka dziennie. Potrafiłam zarwać noc, żeby skończyć ciekawą lekturę. Generalnie czytałam, czytałam i czytałam.
Teraz lubię czytać też blogi. No po prostu lubię i tyle. I czytam te blogi, pewnie częściej niż powinnam. Ale coraz częściej z różnych blogów rezygnuję. Wkurza mnie, jak ktoś opisuje swoje codzienne czynności powtarzając wielokrotnie nazwę jakiegoś produktu, a na końcu dodaje notatkę "wpis powstał we współpracy z...". Ja rozumiem, że blogerzy też chcą zarabiać. Ale wolę już, jak robią to bezpośrednio. Jak od samego początku mnie informują, że chcą mi coś sprzedać i ja decyduję, czy chcę to kupić czy nie. A nie że piszą tak niby od siebie, a całość jest reklamą.
Może jestem taka wrażliwa dlatego, że nie mam kontaktów z reklamami. A w każdym razie dużo mniejszy kontakt od "statystycznego Polaka". Od kiedy nie oglądam tradycyjnej telewizji, od kiedy nie czytuję gazet, od kiedy unikam dużych portali internetowych, od kiedy nie słucham radia. Te reklamy, które przebijają się przez to sito zwykle ignoruję. Ulotki reklamowe - po wyjęciu ze skrzynki wyrzucam do worka na makulaturę. Jak coś mi się wyświetla - staram się nie czytać.
I coraz częściej stwierdzam, że chcę czytać też te blogi, które nie są pisane na zamówienie. W których nikt mi nie wciska żadnych produktów. A jeśli coś opisze, to dlatego, że właśnie tego użył i mu się spodobało. Jak ja się cieszę, że takie blogi jeszcze istnieją :)

PS. I niniejszym pozdrawiam tych czytelników, którzy piszą swoje blogi, które są właśnie takie - pisane od serca, bez poczucia, że mają przynieść wielki sukces i tonę pieniędzy.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Mam dziwne wrażenie, że aktualnie ludzie bardzo mocno skupiają się na sobie. "Jesteśmy tego warci" więc szukamy kolejnych wrażeń, możliwości podróży i luksusów w życiu codziennym. Kolekcjonujemy przeżycia, przedmioty, wspomnienia. Próbujemy nasze życie przeżyć jak najciekawiej, bo w końcu jest tylko jedno.

A ja bym tak czasem chciała być mniej warta. Żeby to inni ludzie dookoła byli warci mojej troski, mojego czasu i podzielenia się z nimi moim luksusem. Żeby skupić się na tych, którym życie cały czas pokazuje, że nie są warci niczego wartościowego. Że są ludźmi gorszego gatunku.

Może właśnie nie o to chodzi, żeby swoje życie przeżyć jak najlepiej, ale żeby zadbać o tych dookoła - żeby inni ludzie dzięki nam byli choć odrobinę szczęśliwsi.

czwartek, 22 czerwca 2017

świadomie tu i teraz

Świadome i radosne przeżywanie każdej chwili jest bardzo trudne. Do faktu, że jest nam po prostu dobrze, przyzwyczajamy się bardzo szybko. I jakoś nie czujemy tego szczęścia codziennego. Bo skoro jest codziennie, to co w tym nadzwyczajnego? I zwykle dopiero jakaś przykrość, wypadek, choroba albo inne nieszczęście uświadamiają nam, jak wiele tracimy.
Leżałam dzisiaj na łóżku z dzieckiem, które opowiadało mi swoje różne głupotki. Takie bezsensowne zupełnie. Przekomarzanki, żarty, śmiechotki. I wcale nie o to chodzi, że ja w tym momencie byłam jakoś szczególnie nieszczęśliwa. Bo wcale nie. Ja byłam całkiem szczęśliwa. Ale równocześnie gdzieś w środku czułam potrzebę, żeby pędzić dalej. Bo kuchnia posprzątana tylko do połowy, pranie trzeba zrobić i jeszcze coś na obiad wymyślić. I w głowie ten pęd myśli, co jeszcze mnie czeka. I nagle wyrzut sumienia. Dlaczego nie umiem się skupić na tej cudownej chwili? Dlaczego coś próbuje mnie odciągnąć i popchnąć w wir obowiązków? A potem jeszcze większy wyrzut sumienia. Jak czytam Facebooka, blogi czy inne cuda w internecie, to czuję dużo mniejszy pęd do obowiązków.
Wniosek? Dla mnie prosty. Muszę się nauczyć doceniać te chwile, które są piękne tu i teraz. Chwile z ludźmi bliskimi, których kocham. I celebrować te małe szczęścia.
I jeszcze drugi wniosek - internet jednak potrafi strasznie wciągnąć i oszukiwać. Pożeracz czasu okropny, na dodatek tak zajmuje głowę, że nawet nie wiemy kiedy, mijają nam przy nim kolejne godziny...